
Człowiek od dawna próbuje zrozumieć świat emocji. Nauczył się o nich mówić, nazywać je i opisywać. Potrafi powiedzieć, że czuje radość, smutek, złość czy wdzięczność wobec drugiego Człowieka, wobec wydarzeń albo wobec świata. W wielu rozmowach słyszymy: „czuję to do kogoś” albo „to wydarzenie wywołało we mnie taką emocję”.
Ale bardzo rzadko zadajemy sobie inne pytanie — znacznie głębsze.
Jaką emocją ja sam jestem?
To pytanie zmienia sposób patrzenia na siebie. Nie chodzi już o emocje skierowane na zewnątrz, lecz o stan, który Człowiek nosi w sobie jako własną naturę. Bo emocja nie jest tylko chwilowym odczuciem. Emocja jest także polem, w którym Człowiek funkcjonuje.
Warto tu odróżnić emocję od uczucia. Uczucia mogą pojawiać się i znikać. Mogą zmieniać się pod wpływem wydarzeń, relacji czy sytuacji. Emocja, o której mówimy głębiej, jest czymś bardziej fundamentalnym. Jest stanem, który buduje naszą obecność w świecie.
Dlatego najważniejsze pytanie brzmi:
Czy emocja, którą jestem, jest dopasowana do Stwórcy?
Czy rezonuje z harmonią życia, z pokojem, z miłością i równowagą?
Czy może bliżej jej do chaosu, lęku i niepokoju?
To nie jest pytanie o to, co Człowiek mówi lub deklaruje. To pytanie o jego wewnętrzny stan.
Dobrym obrazem pomagającym to zrozumieć jest woda. Wiemy dziś, że woda reaguje na różne bodźce. Zmienia swoją strukturę pod wpływem dźwięku, słowa, emocji czy energii otoczenia. Jednak zanim została poddana tym wszystkim wpływom, miała swój stan pierwotny.
I właśnie ten pierwotny stan woda pamięta.
Gdy pozostawi się ją w spokoju, gdy przestaje się na nią oddziaływać, woda stopniowo powraca do swojej naturalnej struktury. W pewien sposób sama doprowadza się do równowagi, która była jej początkiem.
Podobnie jest z Człowiekiem.
Każdy Człowiek posiada swój pierwotny stan emocjonalny — stan harmonii, który jest zgodny z naturą życia. Jednak w ciągu życia na Człowieka oddziałuje wiele bodźców: doświadczenia, wychowanie, lęki, konflikty, presja świata. Wszystko to zmienia strukturę jego emocji.
Człowiek zaczyna reagować na świat, zamiast być sobą.
Dlatego tak ważne staje się pytanie o siłę emocji z siebie. Nie tej, która jest reakcją na świat, lecz tej, która rodzi się z naszego własnego wnętrza. Emocji, którą jesteśmy, zanim zaczniemy odpowiadać na oczekiwania otoczenia.
Dopiero gdy Człowiek odnajdzie swoją własną emocję, może naprawdę połączyć się z kimś innym. Bo prawdziwe spotkanie między ludźmi nie odbywa się na poziomie słów, lecz na poziomie rezonansu. Ludzie spotykają się w tym miejscu, gdzie ich emocje są zgodne.
Dlatego najpierw trzeba odnaleźć siebie.
Odnaleźć swoją emocję.
Odnaleźć swój stan.
Odnaleźć własną harmonię.
Dopiero wtedy Człowiek zaczyna rezonować z tym, co jest mu naprawdę bliskie. Z ludźmi, z wartościami i z drogą życia, która jest zgodna z jego naturą.
Można powiedzieć, że właśnie w tym momencie zaczyna się prawdziwe przebudzenie świadomości. Bo oświecenie nie jest czymś, co przychodzi z zewnątrz.
Oświecenie zaczyna się wtedy, gdy Człowiek odnajduje swoją własną emocję i przywraca ją do pierwotnej harmonii.
Tak jak woda powraca do swojego naturalnego stanu.
Tak samo Człowiek może powrócić do siebie.
