Ile miłości dajemy swojemu sercu?

Nie chodzi o miłość jako hasło. Chodzi o realne, codzienne podejście do Serca – do miejsca, które w Człowieku niesie życie, pamięć i ciężar lat. Serce nie jest tylko organem. Serce jest jak świątynia, w której mieszka to, co w nas najprawdziwsze. A jednak tak często traktujemy je, jak coś, co „ma działać”, bez troski, bez czułości, bez uważności.

A przecież dawanie miłości Sercu to postępowanie zgodnie z prawem kreacji.

Serce wszystko pamięta.

Serce pamięta więcej, niż Człowiek chce przyznać. Pamięta napięcia, które nosiliśmy w sobie dzień po dniu. Pamięta słowa, których nie wypowiedzieliśmy, i słowa, których żałowaliśmy. Pamięta lęk, pośpiech, żal, poczucie winy, złość i rozczarowanie. Pamięta także te momenty, gdy zdradziliśmy samych siebie – gdy wybraliśmy wygodę zamiast prawdy, gdy odłożyliśmy miłość na „kiedyś”.

Dlatego Sercu bywa ciężko.

I to nie jest abstrakcja. To odrębna świadomość w nas, która cierpi. A człowiek czuje to jako ciężar w ciele, w oddechu, w spięciu, w braku spokoju, w zmęczeniu, które nie mija nawet po śnie.

Jeśli chcemy dać Sercu miłość, nie zaczynamy od pięknych słów. Zaczynamy od uszanowania tej świadomości i jej emocji.

Najpierw rozpoznaj odrębną świadomość w sobie.

Serce nie weźmie od nas miłości, jeśli nie mamy dobrych relacji. Najpierw trzeba posprzątać to, co sami nabałaganiliśmy.

To może brzmieć surowo, ale jest prawdziwe: przez lata żyjemy w ignorancji wobec praw kreacji, wobec życia w nas. Gromadzimy urazy. Niewypowiedziane żale. Pretensje. Strach przed życiem. Strach przed byciem sobą. I powoli przyzwyczajamy się do tego ciężaru tak, jakby był normalny.

A nie jest.

Dlatego pierwszy krok to decyzja: chcę odbudować relację z Sercem.

Nie na siłę. Nie w jeden dzień. Nie poprzez udawanie, że „już jest dobrze”. Tylko poprzez proces. Powolny, szczery i prawdziwy.

To proces trudny i męczący.

Odbudowanie relacji z Sercem nie jest łatwe. Jest trudne, bo trzeba zobaczyć, co naprawdę ignorowaliśmy. Jest męczące, bo Serce, pokazuje nam to wszystko, czego nie chcieliśmy widzieć, czuć na przestrzeni swojego życia. Często odwracaliśmy wzrok od konsekwencji naszych działań, raniąc kogoś, ale również swoje Serce, które zawsze chce być uczciwe, w prządku, pokojowe.

Ale właśnie, jeśli jest ciężko to znak, że dzieje się prawdziwa praca.

To, co było w Sercu latami, nie odejdzie w minutę. Jednak każda kropla szczerości, każdy akt pokory, każde zatrzymanie się w ciszy, jest jak krok w stronę odbudowania zaufania.

I przychodzi moment, w którym Człowiek odkrywa coś niezwykłego, ulgę.

Nie ulgę powierzchowną. Ulgę, którą czuje ciało. Ulgę, która uspokaja oddech. Ulgę, która przynosi spokój bez powodu. Ulgę, która jest jak powrót do domu.

Dojście do Serca to dojście do świątyni Duszy fizyczności.

Gdy Serce robi się lżejsze, Człowiek zaczyna rozumieć, że to nie była tylko emocjonalna praca. To było przygotowanie drogi. To było prawdziwe dojście do Serca – do świątyni Duszy fizyczności.

Bo Serce nie jest tylko miejscem odczuć. Serce jest miejscem, w którym Człowiek może się spotkać z tym, co w nim żywe i prawdziwe. Z tym, co prowadzi. Z tym, co pragnie pokoju.

Dlatego właśnie przyszedł czas, byśmy szczerze zaczęli pracować nad relacją z Sercem.

Najpierw uczciwość wobec siebie, odwaga, zmiana.

Dopiero potem spotkanie z Duszą fizyczności.

Wielu chce „spotkania ze Stwórcą”, ale nie chce wykonać pracy. Chce światła, ale nie chce zdejmować ciężaru. Chce ukojenia, ale nie chce zobaczyć, co go rani.

A to tak nie działa.

Jak dajesz, tak dostajesz.

Najpierw trzeba uszanować Serce, jego emocje, odnaleźć jego odrębną świadomość. Najpierw trzeba sercu ulżyć. Dopiero wtedy Człowiek zaczyna rozumieć, czym naprawdę jest to spotkanie.

Bo Dusza fizyczności mieszka w naszym Sercu.

Ale nie spotka się Jej, żyjąc w pośpiechu ani w hałasie wewnętrznym. Spotyka się Ją w Sercu, które odzyskało prostotę. W Sercu, które jest w prawdzie. W Sercu, które zostało nakarmione miłością – nie deklaracją, lecz czynem.

Zatem wróćmy do początku, ale już z większą szczerością:

Ile miłości daję swojemu sercu?
Czy karmię je spokojem, czy dokładam mu ciężaru?
Czy traktuję je jak świątynię, czy jak miejsce, które „ma wytrzymać”?

Jeśli dziś zrobisz choć jeden mały krok ku Sercu – zatrzymasz się, uszanujesz, powiesz w sobie: „pomogę ci” – to już jest początek drogi.

A serce to poczuje.
Serce rozpoznaje miłość, kocha dawać i otrzymywać miłość.

1 komentarz do “Ile miłości dajemy swojemu sercu?”

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry