
Człowiek przez długie lata prowadzi wojny – zarówno w sobie, jak i ze światem zewnętrznym. Żyje w lęku, w strachu, w chciejstwach i chciwości. To stan, w którym ciało i umysł są ciągle napięte, a Dusza pozostaje w cieniu. Lecz kiedy wreszcie oddajemy się prowadzeniu Duszy, odkrywamy przestrzeń, której wcześniej nie znaliśmy – ciszę i spokój.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nic się nie dzieje. Człowiek nie biegnie, nie walczy, nie ściga kolejnych celów. Ale po chwili przychodzi świadomość: to właśnie w tym stanie pojawia się Pokój, pojawia się prawdziwe „tu i teraz”. W tym błogim doświadczeniu łatwiej nawiązać kontakt z własnym sercem, z organami, z ciałem, które zaczyna współpracować z Duszą. To moment, w którym Człowiek naprawdę zaczyna żyć duchowo.
W naszych spotkaniach szkoleniowych pracujemy nad tym podejściem krok po kroku. Kto podszedł do tego uczciwie, doświadcza transformacji. Wymieniamy się opiniami, dzielimy doświadczeniami i odkrywamy, że odczucia są wspólne: rodzimy się na nowo. To przebudzenie daje inne zrozumienie i prawdziwą radość.
Dzisiejsze rozważanie niech będzie pytaniem skierowanym do każdego z nas:
– Czy mogę uczciwie powiedzieć, że pracuję w taki sposób, iż naprawdę rodzę się na nowo?
– Czy oddaję się prowadzeniu Duszy, by żyć w Pokoju i rozwijać się duchowo?
