Czy jako Człowiek, Dziecko Stwórcy, zasługuję na Miłość?

Człowiek często pyta: czy zasługuję na Miłość od Stwórcy? I zwykle stawia to pytanie wtedy, gdy jest mu trudno, gdy boli, gdy pojawia się strach, żal albo złość. Wtedy Człowiek pragnie, by Stwórca „zszedł”, przytulił, ukoił, zabrał to, co niewygodne. Ale czy o to chodzi? Czy Miłość Stwórcy ma być tylko ratunkiem wtedy, gdy Człowiek zebrał już zbyt wiele problemów? A potem… czy Człowiek wraca na tę samą ścieżkę i powtarza to w nieskończoność?

Wielu Człowieków myśli w kategoriach zadowolenia siebie i ucieczki: przed odpowiedzialnością, przed bólem, przed konsekwencją własnych wyborów. A gdzie jest refleksja? Gdzie jest pytanie: co ja sam zasiałem? Co daję każdego dnia — każdą myślą, słowem i czynem? Co idzie ode mnie do Stwórcy? Czy idzie Pokój poprzez Miłość, czy idzie złość, żal i strach?

Stwórca nie jest po to, aby być usługą zdejmowania konsekwencji. Jeśli Człowiek zasiewa chaos, a potem oczekuje, że Stwórca zabierze chaos bez zmiany w Człowieku, to gdzie ma nastąpić zrozumienie? Gdzie ma nastąpić naprawa? Naprawa nie dzieje się wtedy, gdy „zniknie problem”. Naprawa dzieje się wtedy, gdy Człowiek rozpoznaje swój kierunek i go zmienia. Gdy przestaje wybierać branie jako styl życia i zaczyna wybierać dawanie — Pokoju, Miłości, szacunku, uważności.

Dlaczego Stwórca ma dać Miłość Człowiekowi, który jest nastawiony tylko na branie? To pytanie nie jest oskarżeniem. To jest zaproszenie do prawdy. Bo Miłość Stwórcy nie jest nagrodą za cierpienie. Miłość Stwórcy jest drogą, którą Człowiek ma w sobie uruchomić. Jeśli Człowiek chce Miłości, niech zacznie nią żyć. Jeśli Człowiek chce Pokoju, niech przestanie dokładać chaosu. Jeśli Człowiek prosi o ukojenie, niech najpierw spojrzy, co sam niesie i co sam zasila.

Jako Dziecko Stwórcy nie jestem powołany do brania. Jestem powołany do siania Pokoju poprzez Miłość. A gdy Człowiek to wybiera, Miłość Stwórcy nie jest czymś „z zewnątrz”. Ona zamieszkuje w Świątyni Duszy — i staje się stanem, w którym Człowiek wreszcie rozumie, po co żyje.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry